Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Otwarte w 1889 roku

Józef Krzeptowski „Ujek” – szkice do portretu prawdziwego człowieka

 Józef Krzeptowski „Ujek”

– szkice do portretu prawdziwego człowieka

 

Wolni my se wolni,

jak ptoskowie polni

My se na ślebodzie

Jak rybki we wodzie     

 

 

Niedawno minęła 116 rocznica urodzin Józefa Krzeptowskiego. Kiedyś Stanisław Witkiewicz nazwał Jana Krzeptowskiego Sabałę „Homerem góralszczyzny” ze względu za piękno gwary, w której Sabała opowiadał swoje bajki. Te najbardziej znane: o zaśpionym wojsku, o Wojciechu Mateji, który okradł karczmę w Orawicach śpiewajęcy, czy o Tatarze Myśliwcu i wiele innych. Sabała minął się w 1894 r. i został pochowany na Pęksowym Brzyzku obok Dra Tytusa Chałubińskiego, ale już 10 lat później w drewnianej chałupie na Krzeptówkach urodził się Józef Krzeptowski, który ze względu na niebywałe poczucie humoru był po latach nazywany „Sabałą z XX wieku”, a kartki pocztowe z takim samym podpisem wysyłał do swoich przyjaciół. Ujek był godnym następcą Sabały. Człowiekiem obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru, ale i rzetelnym w przyjaźni i potrzebie. Był także cenionym przewodnikiem tatrzańskim, ratownikiem TOPR, a w czasie II wojny światowej ruszył na kurierskie szlaki przez Tatry i zyskał miano króla kurierów tatrzańskich. Po wojnie zesłano go, jako żołnierza Armii Krajowej, na Syberię. Po trzech latach łagru wrócił do kraju i na tatrzańskie szlaki. Przyjaciele i rodzina nazywali go Ujkiem. Prowadził w góry literatów, zwykłych turystów, lotników, a nawet Bliklego, znanego warszawskiego producenta znakomitych pączków.

Młodość siumno i piykno

Krzeptówki to przysiółek Zakopanego, położony naprzeciw tatrzańskich regli. Były i są nadal gniazdem rodzinnym Krzeptowskich. To tutaj stoi drewniana chałupa, w której Józef Krzeptowski urodził się 9 czerwca 1904 r. Jego matką była Teresa Krzeptowska z Tatarów, a ojcem Andrzej Krzeptowski, który zmarł bardzo wcześnie, bo 25 kwietnia 1916 r., w szpitalu w Nowym Targu. Od małego jego życie związane było ściśle z Tatrami. Górami interesował się razem ze swoim starszym bratem Andrzejem. Józef stosunkowo szybko zdobył fach przewodnicki, bo już w roku 1923, czyli w wieku 19 lat. W 1931 r. został przewodnikiem II klasy, a już po wojnie i powrocie z Syberii, I klasy (1948). Był jednocześnie świetnym narciarzem wysokogórskim i chętnie uprawiał narciarstwo oraz taternictwo (miedzy innymi uczestniczył wraz z Bronisławem Czechem i Zosią Stopką-Olesiak w próbie przejścia głównej grani Tatr). Doskonale tańczył i uczestniczył w pierwszym wyjeździe góralskiej muzyki  Bartłomieja „Bartusia” Obrochty do Paryża w roku 1925. Wtedy to górale z Podhala tak dynamicznie tańczyli, że Wojciech Wawrytko załamał  po skoku podest do tańca.

W 1934 r. Józef Krzeptowski został członkiem Pogotowia TOPR. Rok wcześniej, w kwietniu, w trudnych warunkach zimowych uczestniczył w wyprawie zimowej na Galerię Gankową po ciało taternika Wincentego Birkenmajera. Gdy w lipcu tego samego roku w rejonie  Żłobistego Szczytu zaginęła dwójka turystów, ratownicy TOPR ruszyli na ratunek. Ekspedycja w składzie Józef Krzeptowski, Andrzej Wawrytko, Jan Majerczyk, Jan Gąsienica-Tomków dotarła na Żelazne Wrota. Ujek zjechał na linie do turystki, która stała w ścianie aż dwa dni (była to Jadwiga Perausówna). Jej narzeczony spadł w przepaść. Ze względu na kruchość skały musiał uważać, by nie zrzucić na nią kamieni. Potem Jadwigę sprowadził do schroniska przy Popradzkim Stawie. Wtedy Ujek, patrząc z uznaniem na dziewczynę, która dwa dni stała w ścianie, spytał: – Czego się Pani bała najbardziej?. Pani Jadwiga odpowiedziała: piorunów. Krzeptowski zażartował: – Nie trza było sie bać, bo pieron by kiełznon, kieby na  telo  fajnom babe trafieł.

Największą miłością życia Józefa Krzeptowskiego była Władysława z domu Krzystyniak. Wspominała mi, że poznali się u Bartusiów na posiadach z muzyką, ponieważ jej ojciec był muzykiem, a Józek chodził tam potańczyć. – Poznaliśmy się, polubiliśmy, zaczęliśmy chodzić ze sobą  coraz więcej – opowiadała. Jak wspomina Helena Małochleb, z domu Stopka – Olesiak, nie było im łatwo, bo Józef był starszy od Władzi o 16 lat i rodzina Krzystyniaków absolutnie nie chciała się zgodzić na wesele. Tym bardziej, że Władzia miała tylko 16 lat. Wtedy młodzi na przekór wszystkim uciekli w góry. Ukrywali się tam aż do jesieni, kiedy robiło się coraz zimniej. Wtedy Wujek poszedł do księdza w Kościeliskach i prosił o ślub. Ksiądz z początku się sprzeciwiał, ale Wujek potrząsnął swoją tak energicznie swoją ciupagą, że zgodził się. Władysława i Józef Krzeptowscy mieli córkę Władzię, która mieszkała w rodzinnym domu na Krzeptówkach. A oto wypowiedź Ujka na temat góralskiej miłości, pochodząca ze zbiorów p. Józefa Pitonia, która nosi tytuł.

Ozynek z miłości

Ujek prowadził wycieczkę autokarową. Turyści zadawali różne pytania, aż wreszcie spytała jedna paniusia:

– Panie przewodniku, czy to prawda, że jest Pan góralem?

– Tak, to prowda.

– Czy  to  prawda, że górale żenią się tylko dla majątku, a nie z miłości ?

– To  nieprowda.  Kozdy jeden górol sie  zyni z miłości. Jo zrobił to samo. Kiedyk  chodził  ku mojej, to zarozek jej pedzioł.: Jak sie wydos za mnie,  to  nie bedzies musiała nic robić, bedzies se spała do połednia. Po  ślubie  obudziłek  jom o 7-mej rano i godom: Wstawoj bo trza cosi uwarzyć.

A ona:- Coz bedzies jod,  kie nic nima.

– Jak to nima. Grule som w piwnicy, przynieś, naskroboj i uwarz.

– Jakoz bede warzyć kie w piecu sie nie poli i drzewa nima?.

– Nima drzewa, no to bier sie na patyki do regla.

– Ale trza ich urombać.

– O,  jo nie bede romboł, bo byk sie sikierom zacion w noge.

– I co – pytają panie – narąbał jej Pan tego drzewa?

– Jak  by jo raz pokozoł co umiem rombać drzewo, tobyk juz całe zycie musioł  rombać! A wiecie cemu u górali nima ozwodów? Bo baba  mo  telo  roboty  od  rania  do nocy, co ani nimo casu o tym pomyśleć…Paniusie na to:  – No tak, górale rzeczywiście żenią się z miłości!

 

 

 

Król kurierów tatrzańskich

Józef Krzeptowski ruszył już w październiku 1939, jako żołnierz państwa podziemnego, na kurierski szlak Zakopane – Budapeszt. Trasę tą pokonał 58 razy. Każde z przejść było ryzykowne. Każde mogło być ostatnim. Żona Józefa, Władysława, wspominała „Józek zaczął chodzić  od  początku, czyli od  momentu, kiedy  Niemcy  zajęli  Zakopane” i  był  z  pewnością jednym z pierwszych   kurierów   tatrzańskich”. Wójt Kościeliska, Szczepaniak wykreślił Józefa z listy mieszkańców Kościeliska, przez co przez dosyć długi okres Niemcy nie mogli wpaść na jego trop. Potem wysyłali za nim listy gońce, a jego głowa warta była dużo – „za ujęcie lub wskazanie miejsca pobytu groźnego bandyty, Józefa Krzeptowskiego, zostanie wypłacona nagroda w wysokości 50 tysięcy złotych”. Ale on nie dał się złapać. – Mnie, Maryś psiekrwie nie chycom”, powiedział kiedyś  Marii Szatkowskiej. Trasy  kurierskie  prowadziły   przez   Tatry   Wysokie   i Zachodnie. Józef  Krzeptowski,  który znał góry doskonale chodził na Słowację zwykle przez Małą Łąkę, Kopę Kondracką, w dół na południe schodził Jaworowym Żlebem, dalej przez Cichą do Podbańskiej, Trzech Studni. Tam w umówionym miejscu czekał  na  niego  kierowca  z Popradu, Jan Lach. Jechał z nim autem do Rożniawy, czekało go nietrudne przejście przez granicę i pociągiem jechał do Budapesztu. W stolicy Węgier, przy ulicy Donati 12, mieściła się polska placówka dyplomatyczna – baza kurierów o kryptonimie „Romek”. Prowadził ją Wacław Felczak. Krzeptowski nosił pseudonim konspiracyjny „Józek”, należał do Armii Krajowej, O.VK „Zagroda”. Dobrze zasłużył się Polsce. W Londynie 16 maja 1978 r. pośmiertnie przyznano mu Krzyż Armii Krajowej, ustanowiony dnia 1 sierpnia 1966 r. przez dowódcę AK, generała Tadeusza Bora-Komorowskiego.

W 1945 r. Krzeptowski powrócił na Krzeptówki. Jednak nie zaznał spokoju. Został aresztowany przez NKWD.Trafił na trzy lata do sowieckiego łagru w górach Ałtaj. Potem zła karta odwróciła się. Wrócił do kraju, do przewodnickiego fachu, na narty i w Tatry. Oto kolejna opowieść od Józefa Pitonia o Krzeptowskim:

Przygody zdarzały się też Ujkowi podczas zimowych dyżurów na Kasprowym Wierchu. Jednego razu narciarze zjeżdżali do Kuźnic z Hali Gąsienicowej. Ujek miał dyżur na Kasprowym i pojechał z nimi po zakończeniu pracy. Było mało śniegu i wracali przez  Karczmisko,  ale  nie nartostradą, tylko wyszli na Przełęcz Mechy, chcieli  zjeżdżać  przez  Stare  Kopalnie, bo tam zawsze wiosną było więcej śniegu. W końcu jedzie Ujek. A ściemniało się powoli. Kręci, ale nagle wywrócił się i spadł w dół. Wreszcie stanął. Był cały obsypany śnieżnym puchem. Reszta narciarzy podjechała do niego. Patrzą, a on klęknął na śniegu i mówi:  – W  imię  Ojca i Syna i Ducha Świętego. Dzięki  ci Boze co to śnieg, a nie  błoto.

 

Józef Krzeptowski zdjęcie portretowe w kapeluszu góralskim

Wiosna 1971

Nadeszła wiosna 1971 roku. Jak każda u nas na Podhalu, pełna ciepłych powiewów narowistego halnego wiatru. Gdy chowano w Zakopanem jakiegoś przewodnika, Wujek żartował: – Nie póde na jego pogrzeb, bo on nie bedzie na moim. To była ostatnia wiosna Ujka, który odszedł nagle, 13 kwietnia 1971 r. Nawet śmierć była dla niego łaskawa i powaliła go jednym, ale silnym i celnym uderzeniem – pisał Wojciech Adamiecki w „Tańcu z nożami”. To był rozległy zawał serca. W górach wiał halniak. Miarą wielkości człowieka jest jego życie, ale i.. pogrzeb. Pogrzeb Ujka był wielką manifestacją patriotyczną całego Zakopanego dla człowieka powszechnie lubianego i szanowanego. Około 12 tysięcy ludzi wzięło w nim udział. Przy trumnie było niezwykle tłumnie. Dlatego z braku miejsca niektórzy obecni na pogrzebie wchodzili na drzewa, żeby lepiej widzieć. Nie zabrakło przemówień, a jeden z żegnających Ujka wspomniał, że to chyba była wielka pomyłka, że Józef Krzeptowski znalazł się po wojnie na zesłaniu. Krzeptowski spoczął na Pęksowym Brzyzku, obok legendowych jak on postaci zakopiańskich – Tytusa Chałubińskiego, Jana Sabały, ks. Józefa Stolarczyka, Kornela Makuszyńskiego, przewodników Jędrzeja Wali, Maciej Sieczki i innych. Sam stał się postacią legendarną Zakopanego. -Takiego pogrzebu nie miał żaden góral – mówiono. Na Krzeptówkach jest ulica Józefa Krzeptowskiego, o co apelowali mieszkańcy. Decyzją Rady Gminy Tatrzańskiej nr 6/52/90, z dnia 28 października 1990 r., ulicy Wojska Polskiego nadano nazwę: Przewodnika Józefa Krzeptowskiego. Podobna ulica przebiega też przez Łódź: jest to ulica Józefa Krzeptowskiego – króla kurierów tatrzańskich AK, ratownika i przewodnika. W 1996 r. Lucyna Smolińska i Mieczysław Sroka zrealizowali  film „Ujek (Józef Krzeptowski). Krzeptowski przemawia w nim piękną gwarą, opowiadając o czasach, kiedy goście chodzili w hole z godnymi przewodnikami Walą, Sieczką, Bachledą, na złóbcokach grał Sabała, a Chałubiński go słuchał. Na grobie Ujka zawsze, ile razy jestem na Pęksowym Brzyzku, widuję piękny wieniec od lotników z Gronika, z którymi przez lata chodził w góry, z napisem „Wujkowi lotnicy”. I  kwiaty, bo Zakopane pamięta.

Wojciech Szatkowski, Muzeum Tatrzańskie

Font Resize